O autorze
Zakładki:
Na łące z laptopem, czyli czytam
Prosty kontakt:
Przydatne linki
Slow life (i nie tylko) wg innych
Spróbuj tego:
W tle często...
Wnętrza, bo kocham ten temat
Z ciekawości i zawodowo
Zasmakuj
Tagi
Dzisiejszy dzień jest Twój. Podaj Dalej!
żyję slow, bo jestem tego warta
Kategorie: Wszystkie | cobyeta | cylindryczne | slow food | slow life
RSS
poniedziałek, 09 kwietnia 2012

Właśnie rozpakowałam ostatnie kartony w nowym miejscu. http://slowlife-by-marzena.blogspot.com/

Jest to dość nieplanowana zmiana, ale jej konieczność narodziła się wraz z moją przesiadką z laptopa na tablet. Nie ma mowy, żebym wróciła (prywatnie, bo służbowo tablety jednak jeszcze długo nie będą mogły sprostać wymogom pracy "biurowej"). Jestem zakochana w tablecie, jego możliwościach, minimalizm, który mi daje jest bezcenny. Wszystko mam w jednym, małym miejscu. Klawiatura dotykowa jest genialnym wynalazkiem i dłonie mi się na niej relaksują. Ale to drugorzędne. Niestety okazało się przy okazji, że blox nie daje rady w edycji bloga na androidzie. Przeszukałam różne rozwiązania i niestety... Blox jest ukochanym... dziadkiem, jeśli chodzi o możliwości. A blogger, pewnie ze względu na powiązania z googlem i androidem, jest optymalny, ale nie chcę bezczelnie go tu zachwalać.

Niemniej i do brzegu. Przeniosłam się na bloggera i tam też zapraszam. Przeprowadzka zainspirowała mnie do zmian, które już tam będę uskuteczniać. Jeszcze wiele mam do zrobienia, do poprawki (bo dopiero w trakcie przeprowadzki zauważyłam nowe możliwości), ale to już kwestia spokojnej przyszłości.

Mam nadzieję, że będzie nam tam dobrze.

Pozdrawiam.

Marzena L.

18:53, l.marzena
Link Komentarze (9) »
piątek, 06 kwietnia 2012

Świetny kawałek. Usłyszałam go w Chilli Zet i jak rzadko, zapamiętałam wykonawcę. I się zakochałam.

 

Ostatnio wszyscy mi mówią, że jestem chyba zakochana. No nie mówię, że nie :-)

Uwielbiam ten stan. Jest kilka zapalników, które go wywołują i ostatnio uaktywniły się wszystkie, plus kilka nowych. No pięknie jest, po prostu. Siedzę i się uśmiecham. Prowadzę samochód i się uśmiecham do czerwonego światła, rozmawiam i się uśmiecham, tańczę i się uśmiecham. No pięknie jest :-)

 

PS. Kocham Malbork. Te zatrzymanie w czasie, ten klimat. Ten zamek. Wczoraj byłam tam tylko na chwilę i to służbowo, ale i tak zdążyłam chwycić to, co lubię. Fantastyczne miejsce. Niby nic, a jednak dużo. Gdzie jak gdzie, ale w Malborku lubię być chociaż raz do roku i przejść się po zamku. No ma w sobie to "coś", co ma też zamek np. w Rzucewie. Zakochałam się w nim chyba 2 lata temu spędzając tam ostatki. Czuć się jak Marysieńka - bezcenne ;)

Ja w ogóle kocham zabytki, stare miejsca, klimaty, kiedyś moim konikiem była archeologia, im coś jest starsze, tym lepiej. Kocham zapach takich miejsc. Stare kościółki, jakieś ruiny, budynki, zamczyska, stare drzewa, lasy, obrazy, książki, przedmioty, ale nie żeby je mieć, ja je lubię podziwiać. One pasują do odpowiednich klimatów. W nowoczesnych wnętrzach muszą być idealnie wkomponowane, inaczej tracą urok i stają się po prostu starymi przedmiotami. Kocham muzea. Mogę godzinami chodzić i się egzaltować. No cóż, każdy ma jakiegoś hopla. To jeden z moich.

PS. niestety jednak nic nie zmieni faktu, że postęp jest nieunikniony, wręcz konieczny, bo jak to ładnie zobrazował niedawno mój kolega z pracy w trakcie spaceru po Krakowie "Gdyby nie postęp, to w środku miasta mielibyśmy dziś wioskę rybacką". No nie da się ukryć. Ale i tak nostalgia lekka mnie ogarnia, gdy widzę znikające budynki, zastępowane przez nowoczesne budowle. Dzisiejszy Gdańsk nie ma już wiele wspólnego z tym, co pamiętam z dzieciństwa. Jestem z tym pogodzona. Dopóki nie wyburzają domu, w którym dorastałam, a w którym do dziś mieszka mój dziadek, jakoś to znoszę ;)  Przemijanie, zmiany, no muszą być. Ale i tak pięknie, że co lepsze się ostaje, jak zamek w Malborku, czy kościół Mariacki w Gdańsku czy katedra w Kolonii. Czy też klimatyczne staromiejskie uliczki w wielu miastach. No kocham to. 

To tak na marginesie mojego ogólnego stanu zakochania, bo co ja będę każdemu tłumaczyć, że jestem zakochana w życiu i siłą rozpędu wiele to tylko podsyca. No i znowu się uśmiecham. Oj tam :)

Tagi: slow life
14:02, l.marzena , slow life
Link Komentarze (4) »
środa, 04 kwietnia 2012

Dobra, wiem. Czasami miewam przesadnie pozytywne podejście, ale życie mnie do tego nieustannie inspiruje. Kwestia emerytury po 67. roku życia. Dobrze, najpierw trzeba tego wieku dożyć. A teraz druga sprawa i moje podejście: cudownie! Poważnie. Jak to usłyszałam i przestałam się śmiać, to pomyślałam, że to naprawdę super. Dlaczego? Bo mam 35 lat i dotarło do mnie, że po przepracowaniu 14 lat jestem dalej na początku. Nigdzie mi się nie spieszy, wcześniejsza emerytura mi nie grozi, mam jeszcze 30 lat, żeby się realizować, ba, spokojnie urodzić dziecko, wrócić do pracy, która jest moją pasją. Wszystko jeszcze przede mną. Poczułam się jak nowo narodzona. I szczęśliwa. Na dobrą sprawę i tak nie czuję się kompletnie gotowa do myślenia o emeryturze. Jeszcze pokolenie moich rodziców poszło na emeryturę w wieku 50 paru lat. I wcale im nie zazdroszczę, bo mieć mnóstwo czasu, nie mieć dość kasy, żeby ten czas fajnie spędzać, co się kończy albo jaką poboczną pracą, albo chorowaniem i chodzeniem po lekarzach i oglądaniem serial w nieskończoność i życiem życiem innych, e nie. A tak? Zmienia to zupełnie sytuację na rynku pracy. Nie mam pojęcia, jak będzie za rok, dziesięć, trzydzieści i całkiem możliwe, że system emerytalny ulegnie zmianie jeszcze z 5 razy, ale na dziś strasznie mi się to podoba. Istotą rzeczy jest to, co powinno być nią bez względu na myśl o emeryturze: robienie w życiu tego, co się co najmniej lubi, chociaż pasja jest lepsza. Wiem, że mnóstwo ludzi nienawidzi swojej pracy, ale właśnie tym bardziej powinni znaleźć w sobie odwagę i chęć do zmiany tego stanu. Nie ważne czy na etacie, czy w wolnym zawodzie. To zupełnie drugorzędne. Podstawą jest znalezienie swojego ideału. W końcu można szukać długo, ważne, aby do skutku. A jak nie teraz, to spokojnie. Nikomu się nie spieszy ;-) 

 

 

PS. Mąż mnie właśnie uświadomił, że nas ta zmiana jeszcze nie obejmie. No szkoda, nie zmienia to jednak mojego podejścia. Każdy z nas powinien znaleźć to, co daje mu satysfakcję i się tego trzymać. Poczucie spełnienia jest bezcenne. W każdej dziedzinie życia. I w każdym wieku.

Tagi: 67
22:31, l.marzena , slow life
Link Komentarze (2) »
niedziela, 01 kwietnia 2012

Jestem niepoprawną fantastką, optymistką i marketingowcem oraz wizjonerką. Ta mieszanka powoduje, że często moje wyobrażenie świata i oczekiwania bywają kompletnie oderwane od realiów i szybują gdzieś w kosmosie nierealności. Nadchodzą Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Są z marketingowego punktu widzenia właściwie jutro i co? I dziś słysząc w radio, skądinąd jeden z moich ulubionych kawałków czyli "waka, waka" Shakiry, zrobiło mi się smutno, że impreza ta nie ma jakiegoś rytmu przewodniego, jakiegoś "hymnu" na miarę "waka, waka". O ile nie jestem fanką piłki nożnej, o tyle zdarzają się imprezy sportowe, w których chce się wziąć udział przez ogólną atmosferę, klimat. Mistrzostwa Europy wydają się być do tego stworzone. To jak karnawał w Rio, nie trzeba być fanem samby, żeby chcieć to przeżyć. W Polsce nie ma w ogóle kultury takiego wspólnego imprezowania, nie ma multikulturowości, co przy tej imprezie będzie bardzo odczuwalne, a czego bardzo żałuję. I aż serce się kraja, że nie ma działań budujących atmosferę prawdziwych, międzynarodowych mistrzostw. Nie widzę woli i działań po żadnej stronie. I całkiem możliwe, że zdążymy od strony organizacyjnej, zaplecza technicznego, infrastruktury, ale nic nie uzupełni braku atmosfery. Klimatu. To może być jedyna przyczyna ewentualnego niepowodzenia mistrzostw, na które dziś już powinna emocjonalnie czekać cała Europa. Sukcesem imprez, w tym sportowych, nie są wyniki, a właśnie odczucia ludzi z wszelkich zakamarków, może nie tylko, Europy. Wyniki finansowe powinny być wisienką na torcie sukcesu organizacji, a nie celem. Zadowolenia milionów Europejczyków nie da się kupić, ale można dać do niego podstawy. Pewnie, że nastroje są różne ze względu na sytuację ekonomiczną, ale mistrzostwa i tak się odbędą, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dały ludziom pozytywne przeżycia, emocje i wspomnienia. I nie tylko kibicom. Taka okazja może być pozytywna dla większości, ale to w dużej mierze leży w rękach promocji. Promocji, której ja nie widzę, bo bannery i maskotki oraz kubki, to za mało. Nie mówiąc o braku budowania emocji, skutkujących myśleniem "chcę tam być". Marzy mi się przeżycie tego, co znam z zagranicy: wyjść wieczorem na miasto, porozmawiać z obcymi obcokrajowcami, powymieniać się koszulkami (wróć: wrażeniami), bez strachu, z ciekawością i uśmiechem, może nawet z żalem, że to już zaraz się skończy. Bardzo bym chciała, żeby i Polska i Ukraina zostały po prostu polubione przez inne kraje. Żeby po mistrzostwach ludzie chcieli tu wracać, bo mistrzostwa są okazją do zwykłej integracji ludzi, bez względu na sympatie sportowe, polityczne czy jakiekolwiek inne. 

Jeszcze nie jest za późno...