Dzisiejszy dzień jest Twój. Podaj Dalej!
żyję slow, bo jestem tego warta
Blog > Komentarze do wpisu

Szufladkowanie, czyli "Bóg, kasa i rock"

Nie, nie będzie o świątecznych porządkach, bo nie jestem zwolenniczką sprzątania "z okazji". Sprzątam, gdy widzę i mam potrzebę.

Ale będzie o szufladkowaniu ludzi.

Och, jakie to jest płytkie. Bardzo tego nie lubię. Wychodzę z założenia, że ludzi poznaję stopniowo. Oczywiście, że sympatie/ antypatie odczuwalne są od razu i od pierwszych kontaktów, ale nie są one dla mnie niezmienną wartością i przede wszystkim wymierną. Zanim wyrobię sobie zdanie o człowieku muszę go trochę poznać. Poczuć. Pobyć. Nie wyobrażam sobie zamykać drzwi na znajomość na podstawie pobieżnych wrażeń. Może dzięki temu od zawsze miałam znajomych ze skrajnie różnymi poglądami, zainteresowaniami, różnych kulturowo, społecznie, wyznaniowo. Nie oceniam wartości człowieka po poglądach. Ba, bardzo lubię rozmawiać z ludźmi, z którymi się nie zgadzam, albo z ludźmi, którzy znają się na rzeczach o których nie mam pojęcia. Dzięki temu poznaję inne punkty widzenia, poznaję nowe dla mnie tematy, dziedziny. Gdybym miała się zamykać na "inne" pewnie nie poznałabym wielu cennych tematów czy opinii. To odmienność otwiera oczy, budzi ciekawość pokazuje świat, podsuwa nowe rozwiązania i zainteresowania. Dzięki zafascynowaniu odmiennością jestem jaka jestem. Właściwie zamykam się na kontakt jedynie, gdy ktoś mocno zachodzi za skórę, a tak naprawdę jedynie, gdy mnie boleśnie oszukuje, albo krzywdzi. Na szczęście zdarzało się to bardzo rzadko i mimo pojedynczych nieprzyjemnych przeżyć mam w sobie wielką wiarę w ludzi i ogólną sympatię z lekką, ale nie przesadną otwartością (przy czym zdaję sobie sprawę, że takie sytuacje krzywdzą obie strony. Przeważnie). Nie lubię szufladkowania. I naprawdę kocham odmienność. Im ktoś jest bardziej inny niż ja, tym lepiej. To, że tak różnie widzimy świat, różne sprawy jest generalnie piękne. Spotykanie się po to, żeby sobie poprzytakiwać, albo sprzeczać o detale... nie, szkoda czasu :)

Kocham różnorodność. Nie szufladkuję ludzi po pojedynczych pozorach, albo na podstawie poglądów. I naprawdę nie musimy się zgadzać, żebyśmy się lubili ;)

Czytam właśnie nową książkę Prokopa i Hołowni. Jeden jest mocno wierzącym i praktykującym katolikiem, drugi jest ateistą. I rozmawiają o sprawach, o których pozornie ciężko rozmawiać, gdy się ma tak różne punkty wyjścia. Co się okazuje (nic odkrywczego, ale ta książka to żywy dowód), chęć wymiany poglądów, chęć popatrzenia na świat oczami drugiej osoby, chęć wysłuchania się wzajemnie bez oskarżeń, obrażania i pretensji potrafi dać naprawdę ciekawy efekt. Cenię sobie w życiu też takie rozmowy jak Prokopa i Hołowni. Prawda jest też taka, że nie często daje się z kimś porozmawiać na takim poziomie. Czytając tę książkę czuję się jak słuchacz, który chętnie by się momentami wtrącił. Pokazał jakieś trzecie wyjście, swój własny punkt widzenia. Już dawno nie dyskutowałam z książką :)

Gorąco polecam. Doskonała rozmowa ludzi, którzy przy tym mają sporą wiedzę, a przy kompletnie różnym światopoglądzie dają piękną mieszankę w rozmowie. Nie tylko o Bogu.

Pod choinkę życzę sobie więcej takich rozmów we własnym życiu. Doskonale spędzony czas.

"Bóg, kasa i rock'n'roll" Marcin Prokop i Szymon Hołownia. Życząc ją sobie pod choinkę na pewno nie zmarnuje się czasu. Wiem jedno: oni dwaj też nie szufladkują ludzi, pokazując doskonale, że mając tak skrajne spojrzenie na świat, można się pięknie porozumiewać. 

czwartek, 08 grudnia 2011, l.marzena
NOWY ADRES BLOGA: http://slowlife-by-marzena.blogspot.com/

Polecane wpisy

Komentarze
dry.ice
2011/12/08 22:31:15
Tak, to jest piękne... Ja chciałabym móc tak porozmawiać z kilkoma osobami na temat kury domowej kontra Kobiety Pracującej (rozmyślnie z dużej litery); w Wysokich Obcasach toczy się w listach dyskusja na ten temat, w moim życiu też. I nie potrafię pojąć skąd tyle jadu w tych babach? Akurat ten temat interesuje mnie osobiście bo długo pracowałam w Korporacji, zostawiłam spory kawałek siebie w Firmie, poświeciłam swoje plany osobiste dla pracy ale zmieniłam priorytety - lubię teraz swoje życie bardziej i nie potrafię zrozumieć, czemu inna kobieta nie może zaakceptować MOJEGO wyboru? Czemu ktoś mi wylewa kubeł pomyj na głowę ponieważ zostałam w domu i cieszę się z tego? Nie utrzymuje mnie państwo tylko mąż więc o co kaman? Ech, życie...
-
2011/12/08 22:37:42
O, to też jest dobry przykład. I też nie rozumiem, czemu inni mają z tym problem. Rozumiem, że mogą nie chcieć takiego stylu życia dla siebie, ale krytykowanie go u innych? Nie wiem. Czasami mam wrażenie, że stoi za tym jakaś zazdrość. To ja Ci powiem, że spotykam się z "żalem" że ja pracuję. Jakby mi się krzywda działa, chociaż ja lubię i swoje życie i swoją pracę. Myślę, że na wszystko jest czas i pora, do niektórych rzeczy dojrzewamy też z czasem i biegiem lat, dlatego krytykowanie czegoś w ciemno, nie raz powoduje, że po latach się mówi "a kiedyś za nic nie pomyślałabym, że ja...". No i to się dokładnie dzieje. Jak już, to wolałabym rozmawiając posłuchać o plusach i minusach takiego czy innego stylu życia, ale z ciekawością a nie krytyką. Pokazywanie komuś, że jego życie jest "gorsze" uważam za jakaś pomyłkę. No ale nie pozostaje nic innego, jak po prostu żyć po swojemu ;)
-
dry.ice
2011/12/09 06:06:59
Takich przykładów jest mnóstwo - mam znajomych, którzy nie mogli mieć dzieci, wszyscy wiecznie się pytali, czemu jeszcze nie mają dzieci, czy może już zaciążyła bo taki duży obiad zjadła albo humoru nie ma dziewczyna i tyle lat po ślubie więc już czas na rozmnożenie się itd. W końcu uzbierali kasę na in vitro - nikomu wcześniej nie powiedzieli - ona zaszłą w ciążę, urodziła i przyznała się rodzinie i znajomym, że dziecko poczęte w warunkach laboratoryjnych. No i tu wkracza szeroko pojęta tolerancja połączona z pseudo moralnością... 3/4/ znajomych wywaliło ich poza nawias paczki, a rodzina robi przytyki, że wszystkie problemy zdrowotne matki i dziecka przez probówkę, no bo kto to słyszał, żeby dziecko sztucznie płodzić, a może też dawca spermy jest i to wcale nie jego dziecko, może nie jej jajeczko, bo przecież wszystko jest możliwe i skąd oni mają taką pewność? Po prostu ciemnota. Mała zaraz kończy 3 latka, jest trochę chorowita więc to woda na ich młyn. A co będzie jak dorośnie i zacznie kumać? Jak dla mnie - obrzydliwe i bardzo, bardzo smutne. I żadna książka nie przemówi takim ludziom do rozumu :( Ja już sobie zamówiłam, czekam aż mi merlin przyśle, jestem jej bardzo ciekawa.
-
2011/12/10 10:35:01
Książkę zareklamowałaś. Biorę się za wyszukanie czy gdzieś jest wersja e-booka (kindle). Podoba mi się, nawet bardzo mi się podoba co napisałaś o poznawaniu ludzi i o tym, że nie szufladkujesz ludzi. Nie byłoby fajnie gdyby miało na zawsze pozostać u Ciebie zdanie jakie o mnie kiedyś gdzieś napisałaś. Lepiej niech się zmienia.
Przyznać się muszę, że niestety ja szufladkuję ludzi. Pierwsze wrażenie, może nietrafne lub krzywdzące, pozostaje i ciężko mi je zmienić. Dotyczy to oczywiście ludzi których spotkałem, nie dotyczy znajomości z netu, gdzie zamieniło się kilka zdań na forum czy w komentarzach pod notką. Co ciekawe w takich ocenach spotkanych ludzi jak do tej pory nigdy się nie pomyliłem. Fajni ludzie są fajnymi ludźmi. Wredni, ograniczeni, prymitywni w mojej ocenie nigdy sobie nie zasłużyli na zmianę o nich zdania. Taki wspaniały dar. Jeśli zmieniam zdanie to niestety zmieniam na gorsze. Taki błąd, że nowym znajomym daję może zbyt duży kredyt zaufania. Mimo negatywnego pierwszego odczucia daje szansę. Zawsze tak robię i dlatego z przykrością w miarę poznania muszę przyznać rację swoim przeczuciom. Fajnych ludzi do tej pory spotkałem niewielu.
-
2011/12/11 02:05:11
Qwerty, a może jednak wbrew pozorom liczysz na to, żeby zmienić na gorsze i szukasz do tego okazji? :)
-
dry.ice
2011/12/11 05:31:48
qwertyura - ja Cię proszę strasznie, marzę o czytniku e-booków, ale nie znajduję nigdzie nowych e-książek :( Zrobiłam risercz i nie ma; gdzie są nowości? Bo to, co jest w sieci to dla mnie kilkanaście pozycji i dalej nic poza poradnikami, lekturami i jakimiś starociami. Daj mi instruktaż, plizzz!!!
-
2011/12/11 18:54:45
eM
może jest tak jak napisałaś a może mam pecha.
dry
niestety nie udało mi się znaleźć zareklamowanej tutaj książki, na amazon dla kindle po polsku nie ma zbyt wiele książek, polskie sklepy internetowe jeszcze się nie nauczyły sprzedawać wersji na czytniki. Bardzo tego nie lubię ale jedyne wyjście to ściągnąć gdzieś z sieci wersję tekstową lub pdf z chomików czy torrentów. Oczywiście bym wolał zapłacić i mieć świadomość, że czytam niekradzione ale u nas tak to już jest.
-
2011/12/11 21:21:48
Qwerty, tak, właśnie myśląc nad Twoim komentarzem też mi to przeszło przez głowę, że może tak być, że akurat tak jest. Nie można tego wykluczyć. Ale też mam nadzieję, że mimo wszystko poznajesz też ludzi, przy których bywasz miło zaskoczony ;)
PS. jeśli jakimś komentarzem sprawiłam Ci kiedyś przykrość, to liczę na zrozumienie. Bywam ostra w słowach, chociaż czasami jest to reakcja "chwili". Na szczęście bardzo rzadko mi się to zdarza, bo z reguły nie oddaję też tego, co mam faktycznie na myśli. Zapomnij i zacznijmy od nowa ;)